Chińczyków zachowanie się przy stole...
(nie, nie, nie będzie o takiej sielance, jak widać na zdjęciu...)
Jest NIECO inne od naszych standardów...
Wstaję rano, idę na śniadanie, chcę miło rozpocząć dzień, bo mam dobry humor. A oni co mi fundują? Koszmar! Plują (i tak dobrze, że nie na podłogę), kaszlą, charchają, smarkają, siorbią, mlaskają na potęgę! Palą! Do tego dłubią, krzyczą, rozmawiają przez telefon. Zjadam więc coś "byle tylko" w 5 minut i uciekam do siebie. Choć i tak ciągle w głowie mam te dzikie odgłosy. Jestem zniesmaczona.
Wizyta w restauracji? Nie zdziw się, gdy spotkasz upitych w sztok panów biznesmenów Chińczyków, którzy ledwo trzymają się na nogach. I znów krzyki, hałasy, jakby wyczyniali przy stole nie-wiadomo-co! Nie zwracają także uwagi na to, czy jedzenie znajdzie się na obrusie czy podłodze. Właśnie tam, często wędrują resztki, tj. ości czy kości po mięsie.
I to wszystko w hotelu oznaczonym pięcioma gwiazdkami. Brrr.
Choć trudno w to uwierzyć, z tego co czytałam wiem, że u nich także panują zasady savoir vivre.
A może to właśnie my powinniśmy brać z nich przykład? Może siorbanie i mlaskanie podwyższa walory smakowe? Może gdybyśmy nie martwili się o plamy na obrusie, bardziej cieszylibyśmy się z jedzenia i chwil spędzonych z bliskimi? Może gdybyśmy krzyczeli tak, jak oni byłoby nam weselej przy kolacji?
Nie oceniam. Opisuję, co zauważyłam. Oby moje zdanie na ten temat uległo zmianie! Życzę sobie tego!





























