Panowie elektrycy...
Na samą myśl ciągle krew pulsuje mi szybciej. Nie żartuję - byli tu chyba z 7 razy. Otóż, odkąd się wprowadziliśmy do naszego mieszkania, panowie elektrycy stali się jednymi z naszych najczęstszych gości. Już pierwszego dnia, okazało się, że światło w połowie naszego mieszkania, nie będzie sobie świeciło. Bo nie. I już. Za każdym razem, gdy dzwoniliśmy po pomoc, oni przychodzili, podnosili bezpieczniki na pozycję "on", a po dwóch godzinach światło znów nie działało. Pewnie myśleli sobie, "co za western people, wystarczy tylko ruszyć przełącznikiem i wszystko gra!". Na szczęście, któregoś dnia, kiedy byli u nas, bezpiecznik do góry podnieść się nie dał i zobaczyli to na własne oczy. Panowie uznali więc, że chyba jednak z tym światłem coś jest nie tak... Postanowili to sprawdzić. Po kilkugodzinnym krzątaniu się po domu panowie elektrycy stwierdzili, że oni jednak potrzebują więcej czasu na naprawę i że przyjdą za tydzień. Za tydzień wypadło dziś. Tym razem, mieli ze sobą drabinę, i latarkę! Dlaczego tak mnie to dziwi? Dlatego, że podczas wszystkich naszych wcześniejszych spotkań nie było tak kolorowo...
Panowie elektrycy pewnego wieczoru próbując naprawić światło, przyszli do naszego domu bez latarki (dobrze, że istnieją telefony komórkowe dające choć odrobinę światła i ratujące elektryków z opresji...)
Panowie elektrycy pewnego razu spytali mnie, czy mam drabinę... (o zgrozo! dobrze chociaż, że mieli ze sobą śrubokręt!). Drabiny nie miałam, więc spytali o krzesło, krzesło owszem w posiadaniu mam, ale za niskie. No to może stół? Świetnie! ale też nie za wysoki, trzeba więc postawić krzesło na stół (który swoją drogą w pewnym momencie zaczął trzeszczeć pod ciężarem...)
Panowie elektrycy ubrudzili naszą świeżo malowaną na biało ścianę, na kolor wpadający w czerń, podczas odkręcania przełączników światła. Pozbawili nas też odrobiny tynku.
Panowie elektrycy, nie przejmowali się, gdy stawiali brudną, metalową skrzynię na moim jasnym obrusie.
Panowie elektrycy poruszają się wolno. Obijali się jak tylko mogli, udając, że coś robią przez co spędzali u nas o wiele więcej czasu niż powinni.
Kiedy panowie elektrycy pracują, mają czas na różne rzeczy, tj:
rozmawianie przez telefon...
myślenie...
myśleeeenie...
myśleeeeeeeeenie...
dużo myśleeeeeeeeenia...
iiiii
UWAGA! Nie wiem, czy jesteście na to gotowi (ja nie byłam)...
...
panowie elektrycy, w moim domu, w czasie pracy, mają też chwilkę na drzemkę... :)
W każdym razie światło działa, i mam nadzieję, że tak już zostanie :)
Obyście nigdy nie musieli mieć styczności z takimi panami elektrykami, od naprawy światła i psucia nerwów przy okazji.


































