Strony

27 kwietnia 2014

Już czas.

Jesteśmy gotowi do drogi.
Jutro obudzimy się w Niemczech. Mamy nadzieję cali, zdrowi i w komplecie.

Do usłyszenia z Europy!


26 kwietnia 2014

1. Powietrze.





To główny powód, dla którego zdecydowaliśmy się na wyjazd z Chin. Powietrze jest tutaj straszne. I według mnie to naprawdę pogarsza się z roku na rok. W większości, dni są siwe. Nie widać słońca, oddech robi się płytki. Na niebie nie ma gwiazd. Nigdy. Po dniu spędzonym na dworze, twarz jest tak brudna, że aż ciężko to sobie wyobrazić. Człowiek jest bardziej zmęczony i senny. Mało się chce. Mnie męczyły migreny. Jeśli tylko zbyt długo pobyłam na dworze, męczyło mnie kilka dni. Zaczęłam się tego bać i unikać spędzania czasu poza domem. Nie robiliśmy pikników nad jeziorem, które mamy pod nosem, nie chodziliśmy na długie spacery.
Pierwsza czynność o poranku to sprawdzenie jakości powietrza, by dowiedzieć się, na co danego dnia można sobie pozwolić. Oczywiście wszystko poniżej 50 byłoby idealne, ba nawet wszystko poniżej 100 bym przyjęła z miłą chęcią. Tutaj jednak takie chwile się nie zdarzają, są natomiast dni, kiedy indeks przekracza 500. A wszystko w okolicach 170 (to jest właściwie wartość stała), cieszy niesamowicie. Jest to przerażające.
Ostatnio tak głośno było o zanieczyszczeniach w Wielkiej Brytanii (indeks zdaje się był ok. 80) - cóż to nic w porównaniu z tym, co w Chinach jest każdego dnia, także możecie sobie wyobrazić.


Najbardziej zawsze dziwiło mnie to, że podczas wszelkich podróży poza Chiny, mogłam spędzać całe dni na dworze, w upale, w zabieganiu, i nigdy nie kończyło się to bólem głowy... A po powrocie do Chin, zawsze przypominałam sobie, co to znaczy migrena.
Także cieszę się, że od poniedziałku nie będę musiała już tego przeżywać.
Że będę mogła cieszyć się świeżym powietrzem non stop. Że będę mogła spacerować, jeździć na rowerze, piknikować, pływać w jeziorze. Że w końcu po tylu latach będę mogła mieć to, za czym tak bardzo tęskniłam - kontakt z naturą.

Ten sam widok z naszego okna w różne dni.




25 kwietnia 2014

2. Przyjaciele.

Za to, co akurat najmniej związane z samym krajem, lubię Chiny najbardziej. I tego właśnie niezwykle będzie mi brakować. Ludzi.
Lądując w Suzhou wygraliśmy los na loterii. To miejsce, pełne obcokrajowców. Poznaliśmy więc masę ludzi z całego świata. W każdym wieku. Odkryliśmy nowe kultury, nowe zupełnie inne od naszych punkty widzenia. Zawarliśmy niezwykłe przyjaźnie na resztę życia. Otworzyliśmy się jeszcze bardziej na ludzi i nagle okazało się, że po jednej wspólnej kawie można czuć się, jak w towarzystwie najlepszego przyjaciela. Tutaj każdy jest z dala od swojej rodziny i swoich przyjaciół, w kraju pełnym chińskich znaczków, w zupełnie innej bajce. I nagle stajesz się dla drugiej osoby kompanem podróży. Dzielisz razem z nią trudy i radości każdego dnia. Nie ma znaczenia, ile masz lat, na jakim stanowisku pracujesz, skąd jesteś. Każdy zaczyna tutaj z wyzerowanym licznikiem. Obcokrajowcy są tutaj, jak jedna wielka rodzina. I choć duża część tej naszej już się rozjechała po Świecie, niezwykle mi ciężko zostawić tutaj resztę.
Nie będę tęsknić za Chinami, będę tęsknić za niezwykłym życiem, które tutaj mieliśmy.
W naszym nowym domu nie będzie już na pewno tak łatwo...

24 kwietnia 2014

3. Internet.

To dopiero historia! Przyczyna mojej nieustającej frustracji. Problem, z którym musiałam mierzyć się każdego dnia, przez 4 lata pobytu w Chinach (a z każdą chwilą jest niestety coraz gorzej...). Powód, dla którego nasze polskie przekleństwa były nadal żywe w naszym domu. A ja nierzadko stawałam się kłębkiem nerwów. To, co wiele razy odbierało mi chęć pisania do Was, wstawiania rzeczy na Facebooka, codzienne stwarzało problemy z odbieraniem i wysyłaniem maili, przerywało rozmowy na Skype.



Dostęp do Internetu doceniłam niezwykle, odkąd go zabrakło. I teraz każdy najwolniejszy poza Chinami jest lepszy od tego tutaj. Bo nie jest filtrowany. Żeby móc korzystać z Facebooka, Bloggera, Youtube, często też z poczty Gmail, czy wielu innych stron, o których bym nawet nie pomyślała, trzeba tutaj używać VPN. Serwera, który zmienia nasz adres IP i udaje, że jesteśmy zza granicy. VPN można mieć darmowy, choć ten niestety nie działa idealnie. Można też za niego zapłacić, tak jak my to robiliśmy (nie są to duże kwoty), dzięki czemu mieliśmy dostęp do wszystkiego, co było nam niezbędne. Też nie było idealnie. Prędkość Internetu, to czysta tragedia. Otwieranie stron trwało zdecydowanie za długo. Ładowało się, ładowało, ładowało i ładowało.
I nic :) W ogóle prędkość Internetu w Chinach jest ok, natomiast wszelkie strony, które interesowały mnie, a z oczywistych względów nie były stronami chińskimi i potrzebowałam do nich VPN-u, ładowały się wieki. Dlatego czasem pisanie jednego posta zajmowało niemal cały dzień. Głównie ze względu na dodawane zdjęcia. Także teraz znacie już tajemnicę, dlaczego tak rzadko do Was pisałam... Szczerze Wam powiem, że nawet myślałam, że moje 14 dni podsumowań legnie w gruzach przez ten Internet. Rwałam włosy z głowy kilka razy w przeciągu tych dwóch tygodni, no ale już wiem, że na pewno dotrwamy do końca :)
Dlaczego Internet w Chinach jest blokowany? Z bardzo prostej przyczyny. By nie rosła świadomość Chińczyków na różne tematy, by nie wpadli na pomysł buntu, patrząc, że buntują się inni, by nie znali wielu faktów, które rząd uważa za niewygodne. Rząd w ten sposób chroni siebie i swoją partię, a Chińczykom właściwie i tak nie zależy... bo skoro nigdy nie mieli dostępu do Youtube, dlaczego nagle mieliby go potrzebować?

22 kwietnia 2014

5. Podróże.

Dzięki pobytowi w Chinach cała Azja stanęła przed nami otworem. I to była fantastyczna przygoda! Najcudowniejsza z możliwych. Malezja, Bali, Kambodża, Wietnam, Singapur, wszystko było w zasięgu ręki. Nawet do Australii stąd to jedynie połowa drogi.
Z Europy wszystkie te wyprawy to większe przedsięwzięcie, przesiadki, jet lag. Na weekend do Hong Kongu czy Tajwanu się nie wyskoczy.
Poznaliśmy tyle różnych światów, tyle tradycji, tyle przygód nas spotkało. Nigdy nie udałoby nam się tyle zobaczyć, gdyby nie życie w Chinach. I choć czasu brakło na zobaczenie wszystkiego, co chcieliśmy, czujemy się zaspokojeni, bo to była wielka nagroda móc tutaj podróżować przez całe 4 lata. I myślę, że dobrze wykorzystaliśmy ten czas.
Będzie mi tej Azji na pewno w jakimś stopniu brakować. A szczególnie jedzenia, bo to jest w całej Azji wyjątkowo pyszne!










21 kwietnia 2014

6. Kultura i sztuka.




To wszystko, z czym kojarzą się Chiny.
Piękne budynki, stare pagody. Wspaniałe ogrody i miasteczka wodne. Wenecja wschodu.
Chiński Mur i Zakazane Miasto. Xian, ze swoją Terakotową Armią. Mroźny Harbin z lodowymi rzeźbami.
Zapierająca dech w piersiach natura. Bambusowe lasy. Rzeka Jangcy. Pandy.
Kilka tysięcy lat tradycji. Dynastie. Duchowość. Chińskie Festiwale. Chińska medycyna. Opera. Kaligrafia. Taiji. Mahjong!
Qipao, czyli tradycyjny chiński strój.
Różnorodność herbaty. Pyszne jedzenie - pierogi, kluski, sosy sojowe. Ryż. Hot pot.








A obecnie najwyższe budynki Świata. Szanghaj, jako centrum finansowe. Shanghai World Financial Centre, Shanghai Tower. Expo. Olimpiada. Drogie auta, elektronika z najwyższej półki, eleganckie butiki.



Niesamowite tutaj być. Patrzeć na zmiany, które obecnie dzieją się w Chinach. Wzbogacających się ludzi. Powstające od podstaw nowe miasta. Przemysł. A obok tego spacerować starymi chińskimi uliczkami, jeść uliczne jedzenie, odwiedzać ogrody. Czasem ze smutkiem patrząc, jak stare ustępuje miejsca nowemu. I jak głęboko zakorzeniona kultura zderza się z nowoczesnością.

20 kwietnia 2014

7. Tłumy i hałas.




Po latach spędzonych w Chinach na pewno, żadne tłumy, nie są już tłumami.
Wszędzie indziej, choćby nie wiem, jak było tłoczno, choćby nie wiem, jak było głośno, gwarantuję Wam, że jest mniej tłoczno i mniej głośno, niż w Chinach.
Pamiętam, kiedy wróciliśmy z Chin na święta w Polce i tuż przed Bożym Narodzeniem postanowiliśmy wybrać się do centrum handlowego. Pamiętam, jak nam wszyscy odradzali wyprawę, w te szalone dni, a my weszliśmy do księgarni, w której według nas było zupełnie pusto i kompletnie nie mogłam zrozumieć, czemu przed świętami, w centrum handlowym, jest taki mały ruch. Cóż podobno było szaleństwo.
W Chinach głośno jest wszędzie. Pomijam już stacje metra, pociągów, lotniska. Głośno, tłoczno i bardzo mało przyjemnie. Pekin, Szanghaj, atrakcje turystyczne, ogrody - często tak zatłoczone, że nie ma gdzie włożyć ręki, ruszyć się, a co dopiero coś zobaczyć. Wiele razy narzekałam, że wejścia do ogrodów, czy muzeum nie są limitowane. Ładują się tam wszyscy i wtedy wszelka przyjemność zwiedzania odpada. Supermarkety - rany! Auchan, to trzeba zobaczyć koniecznie w weekend, jako atrakcję turystyczną. Niewyobrażalne tłumy. Niewyobrażalne! To samo w IKEI.
Do tych całych tłumów należy dodać jeszcze krzyk, bo Chińczycy do cichych narodów nie należą. Rozmawiają zawsze niezwykle głośno i lubią gestykulować. Wiele razy wydaje się, że się ze sobą kłócą, a oni wtedy na przykład pytają się, czy druga osoba wpadnie na kolację.
Podróżującym polecam zaczynać zwiedzanie w Chinach o poranku - najwcześniej, jak się da. Wtedy jest szansa, że zobaczycie wszystko na co macie ochotę, zanim jeszcze całe tłumy się zejdą, by Wam towarzyszyć.




Planujemy teraz krótki wypad na weekend majowy i tak nie chciałam rezerwować hotelu w miejscu, gdzie wszystko jest zajęte, a mój mąż mi ciągle powtarza, że to przecież tylko Europa i na pewno nie odczujemy, że jest tłoczno. I pewnie tak będzie. Po pobycie w Chinach wiele innych miejsc wygląda, jak po wybuchu bomby. I my właśnie do takiego spokojnego miejsca wracamy. I będziemy się wyciszać po 4 szalonych latach tutaj. Tylko się trochę obawiam, że nam tam będzie za cicho!

19 kwietnia 2014

8. Odległości.


Cieszę się z pobytu w Chinach, bo pozwolił mi spojrzeć inaczej na odległości. Teraz już nigdzie nie jest daleko. Tutaj każda podróż zajmuje masę godzin. Trzeba albo lecieć wiele godzin, albo jechać godzinami pociągiem. Wszystko jest od siebie niezwykle oddalone. Wracam więc do Europy, jak do swojej małej wioski, gdzie wszędzie jest blisko, gdzie wszędzie można dostać się autem, gdzie wszyscy jesteśmy bliskimi sąsiadami. Wracam i nie mogę doczekać się podróży. I tego, by spotykać się z przyjaciółmi, nawet jeśli jesteśmy rozrzuceni po całym Świecie. Wiem, że teraz już nic nie jest straszne i nigdzie nie będzie daleko.
Przed wyjazdem do Chin, wylot do Anglii był wielką wyprawą. Teraz nie miałabym problemu z wyskoczeniem tam na jeden dzień. W końcu to tylko kilka chwil samolotem. A 5-6 godzin jazdy autem? To przecież właściwie rzut beretem.
Dzięki temu nastawieniu, mam nadzieję, że zjeździmy całą Europę. Bo Europa to najlepsze miejsce na Ziemi! I wszędzie jest tak bliziutko. I już nie mogę się doczekać! Tylko tydzień dzieli mnie od tego morza możliwości!

18 kwietnia 2014

9. Ruch uliczny.

Na chińskich drogach można wszystko!
Można jeździć pod prąd, można zajeżdżać innym drogę, można skręcać w lewo, nawet kiedy jest zakaz i wjeżdżać na pasy, kiedy akurat znajduje się na nich tłum ludzi.
Można trąbić niemal zawsze i wszędzie, chyba że ogranicza nas znak.


Chińskie ulice są szalone. Na autostradzie samochody jeżdżą slalomem. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo nigdy nie wiadomo, z której strony coś cię wyprzedzi. O dziwo w tym bałaganie jest jakaś zasada - jeśli ktoś z tyłu zatrąbi lub mignie na ciebie światłami, nie oznacza to, żebyś zjechał. W Chinach oznacza to, żebyś jechał nadal tak, jak jedziesz, nie można ruszyć się ani w prawo, ani w lewo. Inaczej stłuczka murowana.
Zatrzymywanie się i cofanie(!) na autostradzie, rozmowy przez telefon, jazda pod prąd - żaden problem.
A kiedy kierowca chce wyjechać z drogi podporządkowanej, co robi?
No przecież, że nie czeka, aż wszystkie auta przejadą, tylko wolno wtacza się na ulicę główną, wymuszając pierwszeństwo. Co dziwne, tutaj nikt się nie złości! Tak to jest i koniec.




Nie ma również przepisów dotyczących przewozu dzieci. Dlatego bardzo często można zobaczyć dziecko wyglądające podczas jazdy przez szyberdach, biegające po samochodzie, siedzące/stojące na przednim siedzeniu. Nieważne czy kierowca jedzie jakimś starym gratem, czy najnowszej klasy Porsche Cayenne.

Parkowanie też jest bardzo ciekawe. Zazwyczaj jest ulica, a obok pas dla skuterów. Często odgrodzony pasem zieleni, od drogi głównej. Droga dla skuterów. Dla skuterów. Nie parking! I znów - nikt się nie denerwuje. Nie możesz przejechać, musisz zawrócić, znaleźć wyjazd na ulicę, bo jakiś idiota wymyślił sobie, że to będzie jego miejsce parkingowe. Żaden problem.
Albo parkowanie na chodniku, albo w poprzek chodnika.Wszystkie chwyty dozwolone, nawet jeśli przechodnie mają problem z poruszaniem się.
Żeby temu zapobiec, miasto czasem buduje wysokie krawężniki, by auto nie dało rady wjechać na chodnik. Bez jakiś zbędnych znaków zakazu, do których pewnie nikt by się nie stosował. Nie da rady? No to po kłopocie... :)



Często widać też jakieś stłuczki i zadraśnięcia - wtedy cała ulica jest zablokowana. Bo auta, jak się stukną tak stoją i czekają na policję, żeby wyjaśnić, czyja wina. Co ciekawe wina może być uznana procentowo. Na przykład twojej winy było 70% a drugiego kierowcy 30%.

Przechodzenie przez środek skrzyżowania to norma, poruszanie się pomiędzy jeżdżącymi samochodami też do wyjątków nie należy. Bez znaczenia czy idziesz sam, czy może niesiesz na rękach dziecko. Jeśli chcesz przejść przez ulicę to robisz to, nieważne co dzieje się dookoła.
Niezwykle niebezpieczne są skutery. Jest ich cała masa na ulicy. Są elektryczne, więc zazwyczaj ich nie słychać. Nigdy nie wiesz, w którą stronę jadą i z jaką prędkością. Żeby było jeszcze ciekawiej, wieczorem rzadko kto używa świateł, bo oszczędza baterie (lub z innych niewyjaśnionych przyczyn). Zresztą to samo dotyczy aut. Z wielkim zdziwieniem, każdego właściwie wieczoru patrzę na auta na ulicy, bez świateł. I pojąć nie mogę! 4 lata, a ja nadal się dziwię!



My nasze pierwsze doświadczenie z chińską jazdą wspominamy do dziś. Zupełnie nie wiem, jak to się stało, ale w pewnym momencie w radio zabrzmiało nasze rodzime disco polo. Tak więc jedzie sobie pan slalomem, za oknem pełno chińskich znaczków, a w środku disco polo i my :) Jakaś abstrakcja! Dobrze, że byliśmy zmęczeni, bo inaczej z tego stresu zawał serca murowany.
Dziś? Nic nie robi na nas wrażenia. Wręcz wydaje mi się, że jeśli chodzi o zachowanie na drodze, to stałam się Chińczykiem absolutnym ;)

A teraz jedziemy do Niemiec, gdzie kierowcy widzą cię z daleka, choć nawet jeszcze nie dotarłeś do przejścia dla pieszych i już zatrzymują się, żeby cię przepuścić. Jak ja sobie tam poradzę?! Z tą nudą i przewidywalnością? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...