Zwiedzając intensywnie
Malezję, poświęciliśmy też kilka dni na tak zwane nic-nie-robienie i pojechaliśmy na wyspę.
Popłynęliśmy dokładnie rzecz ujmując.
Na wyspie Tioman było pięknie.
Wokół cudowne wysepki, przyjemne morze.
Prócz naszego hotelu, nie było w okolicy nic.
Podziwialiśmy podwodny świat (jedni dużo głębiej niż inni...) i leniuchowaliśmy.
Aby było zabawniej, czekając na prom, by dostać się na wyspę, spotkaliśmy miłego pana, który słysząc, że jesteśmy z Polski powiedział: "Polska, Polska, TVN", bo tutaj była kręcona Wyprawa Robinson i on był jednym z ich kierowców.
Powiedział do nas kilka słów po polsku i pozostawił nas ze szczękami opuszczonymi do ziemi.
Och te przygody :)
Aby wydostać się z wyspy, JA - panicznie bojąca się latać (
klik), musiałam na lotnisku z taką tablicą odlotów...
wsiąść do takiego oto maleństwa i przetrwać godzinny lot...
Choć muszę przyznać, nie było najgorzej :)