Strony

15 października 2010

Ulice pełne jedzenia




Jeśli wybierzecie się kiedyś na spacer chińskimi ulicami, gwarantuję Wam, że nie będziecie głodni (no chyba, że nie jecie mięsa, wtedy może pojawić się większy problem). Właściwie na  każdym kroku znajdziecie ciepłe jedzenie. Kosztujące grosze. Inną sprawą jest, czego oni do przyrządzania tego jedzenia używają, skoro jest takie tanie... Polecam nie zastanawiać się nad tym :) Chińczycy jedzą, i mają się dobrze. Z tego, co zdążyłam się dowiedzieć, jedzenie na ulicy jest mimo wszystko całkiem bezpieczne. Ja tam nie wiem... ale może za bardzo jestem przyzwyczajona do europejskich standardów. Choć Niedźwiedź jadł, jakiś czas temu, i żyje!






Uliczny bar może wyglądać najpaskudniej na świecie (zazwyczaj właśnie tak wygląda...), ale jeśli okupuje je grupa Chińczyków, jedzenie jest dobre i można 'spokojnie' próbować.
Jak pewnie zauważyliście, jedzenie najczęściej nadziane jest na patyki, tak by jedząc nie ubrudzić sobie rąk, bądź też nie jeść brudnymi. Tak więc z patykami na ulicy spotkacie każdego, i dzieci, i dorosłych, i biednych, i bogatych, a najbardziej podobają mi się kobiety w strojnych sukniach i szpilkach jedzące mięso z patyczka (swoją drogą chyba muszę zrobić taką kolekcję jedzących).





Cóż, w końcu do odważnych świat należy, prawda? :)

13 października 2010

Polska!




Polski pawilon na Expo, naszym zdaniem prezentował się naprawdę dobrze na tle pozostałych. Inspiracją do budynku była wycinanka łowicka. Robiło to niesamowite wrażenie. Pięknie! Nie dziwi więc kolejka ludzi próbujących dostać się do środka. Co napawa dumą, bo jak już wspomniałam kolejek do pawilonów raczej nie było, a jak już była to trzeba się cieszyć, że padło m.in. na nasz pawilon. A my w kolejce nie staliśmy, bo jako obywatele Polski dostaliśmy się wejściem dla "Vip-ów" :)



W środku polskiego pawilonu oprócz zdjęć polskich miast (możecie przeczytać nazwy miast po chińsku ;)), historii kraju, kina, w którym wyświetlana była animacja Tomka Bagińskiego i video z Polakami witającymi gości w języku chińskim, można było znaleźć restaurację, gdzie pogadaliśmy sobie trochę po polsku, najedliśmy się pierogami i bigosem oraz napiliśmy się piwa innego niż chińskie Tsingtao. Był tam także sklep z pięknymi polskimi bursztynami.



09 października 2010

Expo





Opornie nam szło wybranie się na Expo, które rozpoczęło się w maju i właśnie dobiega końca. A przecież do Szanghaju mamy jedynie 115 km. Jednak nasłuchaliśmy się opowieści znajomych o tłumach Chińczyków i ogromnych kolejkach. Wiedzieliśmy jednak, że po prostu nie wypada tam nie zajrzeć, jeśli jest się tak blisko. Przygotowani do boju i nastawieni na wejście jedynie do polskiego pawilonu (z paszportem danego kraju wchodzi się bez kolejki) pojechaliśmy na Expo.





I co? Chcę jeszcze raz :) Nie zobaczyliśmy wszystkiego, ale pobiliśmy chyba rekord odwiedzając ok. 40 pawilonów w ciągu kilku godzin. Nasi znajomi wchodzili do czterech, a resztę dnia spędzali stojąc w kolejkach. Nam się udało, bo ludzi było jedyne 230 000, kolejek trochę, ale zatłoczone pawilony po prostu omijaliśmy, by nie tracić czasu. 




Jakie mam odczucia? Bolą mnie nogi, to przede wszystkim. Expo w Szanghaju jest największe w historii i znajduje się na powierzchni ponad 5,8 km², na terenach dawnej dzielnicy stoczniowej, z której przesiedlono 18 000 rodzin i 270 fabryk. Na tej powierzchni do odwiedzenia jest 191 pawilonów. Ogrom Expo właściwie nie mieści się w głowie.
 



Na szczęście są małe autka, które wożą zmęczonych zwiedzających. Jak na Chińczyków przystało można też odpocząć na ławce ;)



Czy polecam? Na pewno warto tam być. Ale w wielu pawilonach po prostu nie ma nic wartego zobaczenia. Ale już wiemy, gdzie chcemy jechać na wakacje :)



cdn...

08 października 2010

High speed train


Chińskie pociągi.



Zdaję sobie sprawę, że to, co tu dziś napiszę nie jest zjawiskiem ogólnym w Chinach. Oprócz szybkich pociągów są tutaj też takie, gdzie można przejechać się z kurami... Ale dziś o tych pierwszych :) Region, w którym mieszkamy jest bogaty. Zapewne do wyglądu pociągów i organizacji dworców przyczyniło się też Expo. Mimo to, my, w Polsce jesteśmy bardzo daleko za Chinami. Bo tutaj takie miejsca, jak te, które zaraz Wam pokażę istnieją, a w Polsce są ciągle bardzo odległym marzeniem...
Jechaliśmy szybkim pociągiem w pierwszej klasie. Wiem, że klasa druga zbyt wiele się od pierwszej nie różni. Kwestia czy chcemy spędzić podróż z tłumem głośnych Chińczyków... My nie chcieliśmy.

Na początek. Dworce w Suzhou i Szanghaju, które widziałam, wyglądają, jak lotnisko. Dla bezpieczeństwa, zanim wejdziemy na ich teren, nasze torby prześwietlane są w rentgenie. Dokładnie wiemy, kiedy i skąd nasz pociąg będzie odjeżdżał, ustawiamy się więc przy odpowiedniej bramce, gdzie na ok. 10 minut przed przyjazdem pociągu maszyny zostają aktywowane, wkładamy bilet na ten oto konkretny pociąg i oto jesteśmy na peronie. Nie ma zbędnych osób. Są tylko podróżni czekający na swój pociąg. Ileż to mniej bałaganu i zamieszania!




Na każdym bilecie mamy numer wagonu, w który musimy wsiąść. Na chodniku natomiast są numery, przy których pociąg idealnie się zatrzyma. Nie ma biegania, szukania, wsiadania w biegu. Każdy ustawia się przy swoim wagonie. Drzwi otwierają się tuż przy naszych stopach.


Dostajemy się do środka. Pierwsza klasa wygląda fantastycznie, widzę, że druga podobnie tylko większy ścisk. My siadamy w wielkich, rozkładanych fotelach. Mając przed sobą wielką przestrzeń na nogi. Przy fotelach znajdujemy gazetę, rozkładany stolik, rozkładaną podpórkę na nogi, a pod siedzeniem... kontakt, gdzie naładujemy np. rozładowana komórkę.



Nie muszę chyba dodawać, że pociąg rusza o czasie. Co do minuty.
Odległość 115 km przejechaliśmy w 20 kilka minut. Z prędkością...


:)
Więcej czasu spędziliśmy później poruszając się metrem po Szanghaju...

Cały czas zastanawialiśmy się tylko, dlaczego w Polsce się tak nie da... Dlaczego nic nie może być prostsze. Co prawda z naszym PKP jeździłam parę lat temu, ale myślę, że nie jest lepiej niż było? Jakie teraz są ceny biletów? Ja za komfort tej podróży zapłaciłam 65 juanów, co daje jakieś 30 zł.

Ach, z ciekawostek jeszcze. Co zrobić, żeby podróżujący mogli podziwiać zmieniające się krajobrazy przez czyste okna pociągu? Zlecić służbom porządkowym przemycie ich wodą z płynem w czasie postoju pociągu.
Bo jak się chce, to wszytko można.



*pociąg, którym jechaliśmy nie jest najszybszy w Chinach, najszybsza jest kolej magnetyczna maglev, która jeździ z Szanghaju na lotnisko Pudong, pokonując trasę 30 km w 7 minut, rozwijając maksymalną prędkość 431 km/h

06 października 2010

Napraw ciąg dalszy


Właściwie to nie wiem od czego zacząć :)

Poznajecie tego pana?


Wpadł dziś na drzemkę...

A tak poważnie, po ostatniej wizycie panów elektryków światło owszem, działało, przez jakieś 2 kolejne dni. Po czym padło. Bo tak. Przez telefon usłyszeliśmy, że tym razem, w przyszłym tygodniu (dziś) przyjdą do nas do domu PROFESJONALNI ELEKTRYCY. Przyszli. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy Profesjonalnymi Elektrykami okazali się ci sami co ostatnio, co poprzednio, do których ja już po prostu nie mam siły... panowie elektrycy...
Na szczęście dziś, w katorgach wspierał mnie Niedźwiedź, a właściwie przejął kontrolę nad śpiącym panem i jego kolegą. Ja tylko "przyłapałam" pana na spaniu, [z nogami na moim obrusie!!!] A później zamknęłam się w sypialni i nie wystawiałam nosa czekając, aż moi ulubieńcy zrobią co mają zrobić i pójdą. Dowiedziałam się też przed chwilą, że wiele mnie jednak ominęło! Pan elektryk kibicował Niedźwiedziowym rozgrywkom footbolowym na Nintendo. Zapytał ładnie czy może usiąść na kanapie i wydawał się siebie okrzyki godne prawdziwego kibica. Pewnie dlatego Niedźwiedzia polska reprezentacja jest teraz najlepszą z drużyn. Szkoda tylko, że wirtualnie...
W każdym razie światło działa. Ulubieńcy poszli. Oby nie wrócili. Choć mają, bo w łazience u nas też coś nie halo. Ach... te Chiny :)


27 września 2010

Naprawiamy!


Dziś moi mili, post z serii "z życia wzięte".
Panowie elektrycy...

 

Na samą myśl ciągle krew pulsuje mi szybciej. Nie żartuję - byli tu chyba z 7 razy. Otóż, odkąd się wprowadziliśmy do naszego mieszkania, panowie elektrycy stali się jednymi z naszych najczęstszych gości. Już pierwszego dnia, okazało się, że światło w połowie naszego mieszkania, nie będzie sobie świeciło. Bo nie. I już. Za każdym razem, gdy dzwoniliśmy po pomoc, oni przychodzili, podnosili bezpieczniki na pozycję "on", a po dwóch godzinach światło znów nie działało. Pewnie myśleli sobie, "co za western people, wystarczy tylko ruszyć przełącznikiem i wszystko gra!". Na szczęście, któregoś dnia, kiedy byli u nas, bezpiecznik do góry podnieść się nie dał i zobaczyli to na własne oczy. Panowie uznali więc, że chyba jednak z tym światłem coś jest nie tak... Postanowili to sprawdzić. Po kilkugodzinnym krzątaniu się po domu panowie elektrycy stwierdzili, że oni jednak potrzebują więcej czasu na naprawę i że przyjdą za tydzień. Za tydzień wypadło dziś. Tym razem, mieli ze sobą drabinę, i latarkę! Dlaczego tak mnie to dziwi? Dlatego, że podczas wszystkich naszych wcześniejszych spotkań nie było tak kolorowo...
Panowie elektrycy pewnego wieczoru próbując naprawić światło, przyszli do naszego domu bez latarki (dobrze, że istnieją telefony komórkowe dające choć odrobinę światła i ratujące elektryków z opresji...)
Panowie elektrycy pewnego razu spytali mnie, czy mam drabinę... (o zgrozo! dobrze chociaż, że mieli ze sobą śrubokręt!). Drabiny nie miałam, więc spytali o krzesło, krzesło owszem w posiadaniu mam, ale za niskie. No to może stół? Świetnie! ale też nie za wysoki, trzeba więc postawić krzesło na stół (który swoją drogą w pewnym momencie zaczął trzeszczeć pod ciężarem...)
Panowie elektrycy ubrudzili naszą świeżo malowaną na biało ścianę, na kolor wpadający w czerń, podczas odkręcania przełączników światła. Pozbawili nas też odrobiny tynku.
Panowie elektrycy, nie przejmowali się, gdy stawiali brudną, metalową skrzynię na moim jasnym obrusie.
Panowie elektrycy poruszają się wolno. Obijali się jak tylko mogli, udając, że coś robią przez co spędzali u nas o wiele więcej czasu niż powinni.

Kiedy panowie elektrycy pracują, mają czas na różne rzeczy, tj:
rozmawianie przez telefon...



myślenie...

myśleeeenie...


myśleeeeeeeeenie...


dużo myśleeeeeeeeenia...


iiiii
UWAGA! Nie wiem, czy jesteście na to gotowi (ja nie byłam)...
...
panowie elektrycy, w moim domu, w czasie pracy, mają też chwilkę na drzemkę... :)



W każdym razie światło działa, i mam nadzieję, że tak już zostanie :)
Obyście nigdy nie musieli mieć styczności z takimi panami elektrykami, od naprawy światła i psucia nerwów przy okazji.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...