Strony

26 lipca 2010

Pan Men


 ... w centrum ogrodu Pan Men znajduje się Pagoda Ruiguang...



Wybudowana w 247 roku pagoda mierzy sobie 43,2 m wysokości i jako najstarsza w mieście, jest jedną z głównych atrakcji turystycznych Suzhou.
Ośmioboczna pagoda początkowo składala się z 13 kondygnacji. W czasie przebudowy jednak, w latach 1119/25 liczbę kondygnacji zmniejszono do 7, i tyle właśnie pięter ma dzisiejsza pagoda.


Szkielet zbudowany jest z cegieł, reszta, tj. balkony, balustrady czy schody są drewniane.


Pagodę można również zobaczyc od środka.
Wita nas posążek Buddy, zbierający pieniążki od zwiedzających (nie wiem tylko, jaki jest powód zostawiania ich tam-zdrowie, powrót do tego miejsca, szczęscie...?)
Mało ważne, jak wszyscy, to wszyscy :)



W 1978 roku, na III piętrze pagody, znaleziono cenne zabytki kultury, takie jak: biżuterię, posągi Bogów oraz odręczne i rzeźbione w drewnie buddyjskie pisma z okresu Dynastii Song (960-1279).

  

Na samą górę pagody wdrapujemy się po stromych, wąskich, drewnianych schodach. W upale. Mało fajnie, ale warto.


Bo z góry roztacza się piękny widok.
Na stary park.
I nowe miasto.


23 lipca 2010

Losowanie



Dziś Dzień Włóczykija!
A to oznacza również, że dowiemy się do kogo poleci książkowy prezent!
Z Chin.
Do...?


Co prawda losującym Włóczykijem miał być dziś ktoś inny, ale nie mogłam oprzeć się przyjemności wyciągnięcia szczęśliwego losu...


Zglosiło się 22 chętnych.
Marzycie, o wielu cudownych krajach.
Życzę wszystkim, aby Wasze marzenia się spełniły. Świat jest mały! Ja się o tym przekonałam.
Życzę, żebyście także mogli przeżyć taką przygodę, jaką ja przeżywam obecnie.


A książka poleci dooooooo....


Kaśko, marzycielko, gratuluję bardzo serdecznie!
Oby spełniły się marzenia o Islandii!
Czekam na Twój adres.

Teraz tylko muszę jakoś poradzić sobie na poczcie... :)

22 lipca 2010

Pan Men



Zabiorę Was do ogrodu.
Bo Chiny to nie tylko ogrom, smród i beton.
Do ogrodu, w którym czas się zatrzymał.
Jedynie turyści z aparatami i telefonami przypominają, w którym wieku żyjemy.


Ogród Pan Men.
Do którego dostajemy się przechodząc po moście Wumen.
Wumen - jednym z najładniejszych mostów w Suzhou.
Który wybudowano w 1084 roku...
Tak więc drepczemy po 50 schodkach z każdej strony mostu, po których miliony ludzi dreptało już przed nami.



Ogród ten, stał się miejscem, w którym zobaczyć można unikalne cechy całego miasta.
Spaceruję więc w 40-stopniowym upale (niech was nie zmylą parasolki-to ochrona przed słońcem) i zachwycam się...




Brama, którą zobaczycie poniżej to najstarsza na świecie i jedyna zachowana brama wodno-lądowa.
Składa się z podwójnych wrot, co było wykorzystane po raz pierwszy w architekturze. Śluza w bramie mogła być odpowiednio zamknęta bądź otwarta, kontrolując przy tym poziom wody.  



Ten budynek natomiast jest nowy, został wybudowany w 1986 roku, dla upamiętnienia 2500-letniej rocznicy powstania Suzhou.  





W centrum ogrodu znajduje się Pagoda...

cdn...

Przypominam także, że już jutro losuję szczęśliwca, do którego prześlę książkę. Jeśli ktoś jeszcze ma ochotę na łakocie, to ostatni dzwonek! (klik)

18 lipca 2010

Dwa słowa o Chinach.


Trochę informacji ogólnych...
I parę ciekawostek...

Pod względem wielkości Chiny są trzecim krajem na Świecie. Plasują się tuż za Rosją i Kanadą.
Na powierzchni 9 596 960 km2 żyje według OFICJALNYCH danych 1,3 mld ludzi, według danych nieoficjalnych to 1,5 mld. Różnice te nie dziwią, bo jak to zliczyć? Sami pomyślcie! W każdym razie i tak jest to 20% ludności Świata. A same Chiny są prawie tak wielkie, jak cała Europa.


Dużo ludzi-mało nazwisk.
Większość Chińczyków ma na nazwisko "Wang" (czyli Król), "Zhang"oraz "Li". Rząd zezwala obecnie na zmianę nazwiska, wprowadzane są także nazwiska dwuczłonowe. Chińczycy często nadają sobie również imiona zagraniczne, tj. John, Tom, Cindy, Caroline... wszystko po to, by przy tak dużej liczbie takich samych nazwisk móc się od siebie odróżniać.
Podczas olimpiady w Pekinie w 2008 roku większość nowo narodzonych  dzieci została nazwana "Igrzyska Olimpijskie".
Ach i gdzieś wpadł mi w ręce zapis mojego imienia po chińsku: 瑪鵜娜. Jak Wam się podoba? ;)


Południowy-zachód kraju to Wyżyna Tybetańska i Himalaje z najwyższym szczytem Świata-Mount Everest (po chińsku-Shengmufeng). Północ kraju natomiast, to pustynie. Do zamieszkania więc nadaje się jedynie wschodnia część kraju. Na niej właśnie znajdują się równiny i jeziora.
 
 

W Chinach jest ponad 150 miast przekraczających liczbę 1 mln mieszkańców. W Szanghaju mieszka 18 mln, w Pekinie 17 mln... Wyobraźcie sobie-pół Polski w jednym mieście. Przewiduje się, że do 2025 roku Chiny zbudują 10 miast wielkości Nowego Jorku!



Pozdrawiam Was!

13 lipca 2010

Można wszystko



Tym razem (dla odmiany po ostatnim poście) coś na wesoło.

Czy zastanawialiście się kiedyś, ile rzeczy można przewieźć rowerem albo skuterem?
Myślicie, że 3-osobowa rodzina się na niego nie zmieści?
A może wątpicie, jakoby dało się na rowerze przewieźć kolejne trzy?
Telewizor?
Dwie butle z gazem?
Rolety?
Jak się nie da, jak się da!

Bawcie się dobrze! :)











11 lipca 2010

Zniesmaczona ja!


Dziś będę narzekać.


Chińczyków zachowanie się przy stole...
(nie, nie, nie będzie o takiej sielance, jak widać na zdjęciu...)
Jest NIECO inne od naszych standardów...

Wstaję rano, idę na śniadanie, chcę miło rozpocząć dzień, bo mam dobry humor. A oni co mi fundują? Koszmar! Plują (i tak dobrze, że nie na podłogę), kaszlą, charchają, smarkają, siorbią, mlaskają na potęgę! Palą! Do tego dłubią, krzyczą, rozmawiają przez telefon. Zjadam więc coś "byle tylko" w 5 minut i uciekam do siebie. Choć i tak ciągle w głowie mam te dzikie odgłosy. Jestem zniesmaczona.
Wizyta w restauracji? Nie zdziw się, gdy spotkasz upitych w sztok panów biznesmenów Chińczyków, którzy ledwo trzymają się na nogach. I znów krzyki, hałasy, jakby wyczyniali przy stole nie-wiadomo-co! Nie zwracają także uwagi na to, czy jedzenie znajdzie się na obrusie czy podłodze. Właśnie tam, często wędrują resztki, tj. ości czy kości po mięsie.
I to wszystko w hotelu oznaczonym pięcioma gwiazdkami. Brrr.

Choć trudno w to uwierzyć, z tego co czytałam wiem, że u nich także panują zasady savoir vivre.
A może to właśnie my powinniśmy brać z nich przykład? Może siorbanie i mlaskanie podwyższa walory smakowe? Może gdybyśmy nie martwili się o plamy na obrusie, bardziej cieszylibyśmy się z jedzenia i chwil spędzonych z bliskimi? Może gdybyśmy krzyczeli tak, jak oni byłoby nam weselej przy kolacji?

Nie oceniam. Opisuję, co zauważyłam. Oby moje zdanie na ten temat uległo zmianie! Życzę sobie tego!

08 lipca 2010

Zupki chińskie :)




Widzieliście kiedyś tyle zupek chińskich naraz?
Ja nigdy! I dlatego nie mogłam oprzeć się obfotografowaniu ich.
Pakowane po jednej, po 10 sztuk, w kubeczkach małych i dużych.
We wszystkich możliwych smakach.
Za grosz. 


Też się skusiłam. Spędzam dnie w hotelu i tęsknię za ciepłym posiłkiem, a że w pokoju jedynie czajnik i kubek, zupka chińska to idealne danie obiadowe ;)
Kupiłam krewetkową. Smak? Spłynęła w toalecie...
Kupiłam szpinakową z jajkiem. Smak? Spłynęła w toalecie... (swoją drogą pachniała jak pokarm dla rybek - zapach doskonale mi znany)
I jeszcze zupka tofu. Smak? Zgadnijcie :)
Tyle by było z jedzenia zupek chińskich. Pewnie to i lepiej dla zdrowia :D


Zanim jednak zupkę powąchałam i spróbowałam zdążyłam całość uwiecznić na zdjęciach. Jakież było moje zdziwienie, gdy po otworzeniu kubeczka w środku znalazłam mały pakuneczek i łyżkę (dobrze, że nie pałeczki...). W paczuszce taka, hm... duża kostka bulionowa ;) Zalewasz wrzątkiem i gotowe!


Dziwne te chińskie smaki...

04 lipca 2010




Ninhao!
Dotrliśmy na miejsce, a właściwie póki co do naszej hotelowej poczekalni.
Przgodę z Chinami zaczęliśmy już od dwunastogodzinnego lotu liniami Air China - a jakże! :) Bałam się strasznie, bo latanie to nie jest coś, co umila mi życie, a wręcz przeciwnie... Ostatnim razem zaufałam już szwajcarskiej precyzji i wolałam tego nie zmieniać, ale jak się okazało i w Air China nie było tak źle. Nawet, o dziwo (choć Chińczycy malutcy) w samolocie było więcej miejsca i lepiej rozkładały się siedzenia. Najważniejsze jednak dla mnie to, że wystartowaliśmy i wylądowaliśmy szczęśliwie!
I cieszę się, że kolejny lot dopiero za jakiś czas.


Z gorszych informacji mam takie, że mam problemy z dostępem do bloga, do youtuba, facebooka, itp... Na szczęście o możliwych problemach wiedziałam za wczasu i starałam się zabezpieczyć, ale mimo to moje wrota do świata nie działają tak, jak wydawalo mi się powinny... To spędza mi sen z powiek i budzi we mnie agresję…

Moi drodzy... na zwiedzanie Chin nie wybierajce się w wakacje! :) Z tego co przeczytałam w przewodnikach, najlepszym czasem na zwiedzanie jest wiosna (marzec/kwiecień/maj) i jesień (wrzesień/październik/listopad). Teraz natomiast (i to nie jest wiedza książkowa lecz własne odczucia) upał jest nie-do-wytrzymania! Póki co siedzimy w hotelu i staramy się nie wystawiać nosa na zewnątrz, choć przez wszechobecną klimatyzację dostałam już kataru... Na zewnątrz za to jest ponad 30°C, jest wilgotno, co za tym idze powietrze się bardzo ciężkie, nie ma czym oddychać, strasznie śmierdzi i ma się wrażenie, że wszystko "to wiszące" obkleja nasze ciała. Nie marzy się więc o niczym innym, jak ukryciu się w pomieszczeniu, a najlepiej pod prysznicem!

Pozdrawiam Was z Chin!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...