Pozostając jeszcze przez chwilę w temacie zakupów, chciałam opowiedzieć Wam, jakie są moje doświadczenia z jakością produktów w Chinach.
To, że przywoziliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy z zagranicy nie wynikało jednie z utrudnionych zakupów. Często też woleliśmy kupić coś poza Chinami, by mieć pewność oryginalności produktu i jego dobrej jakości. Tutaj nikt nikomu nie ufa. Historii jest wiele. Jedną z wciąż aktualnych jest mleko w proszku dla dzieci. Każdy kto może (i nie mówię tu jedynie o obcokrajowcach), albo przywozi je z zagranicy sam, albo prosi o pomoc znajomych. Jest to pozostałość po aferze z melaniną w mleku. Jedzenie, to ogólnie jest wielkie pole minowe. Tak naprawdę nigdy nie masz pewności, co jesz i skąd to pochodzi. Dlatego zawsze podchodziliśmy do tego tematu sceptycznie i wspominając zakupy w supermarkecie i np. herbatę, zawsze staraliśmy się wybrać tę o wyższej cenie, mając nadzieję, że to zagwarantuje nam jakość.
Podróbki mogą być sprzedawane w najpiękniejszym sklepie, za największe pieniądze, a na koniec może okazać się, że kupiłeś produkt warty 20 złotych...
Również jakość ubrań w sieciówkach według mnie różni się jakością w i poza Chinami. Tak więc wszelkie ubrania, najlepiej było kupować za granicą.
Ale także kosmetyki, nawet te z wyższej półki, nie dość, że w Chinach droższe, to i tak nie masz pewności składu. Pasty do zębów, szczoteczki, jedzenie dla psów, płyny do prania, gumki do włosów (ostatnio słyszałam, że robią takowe z prezerwatyw...). W Chinach na wszystko trzeba uważać.
Również jakość mieszkań ma wiele do życzenia. Mieszkając przez 2 lata w Niemczech, nic nam się nie popsuło, a tutaj miałam w domu swoich "ukochanych" panów fachowców prawie co miesiąc. A to światło się spaliło, a to drzwi zablokowały, klimatyzacja nie działała, sufit przeciekał, non stop był problem z gniazdkami. Okna mają szpary, prysznic się nie domyka, podłoga jest miękka, jak plastelina i jak coś upadnie od razu pojawia się dziura. Wieżowce budowane są w tempie ekspresowym i takie są tego skutki. To się coś urwie, to odpadnie - w mieszkaniu, w hotelu, czy w restauracji. Bloki, już po kilku latach wyglądają, jakby się zaraz miały rozsypać, no i cóż, słyszałam i o takich sytuacjach niestety...
Nasz skuter po 2 latach używania wygląda, jakby był na wojnie.
Do mycia owoców i warzyw powinno się używać specjalnego płynu, bo nikt nie wie, czy można ufać wodzie i rurom. Wszystko zawsze gotowaliśmy w wodzie ze sklepu, a i tak jest jeden rodzaj na półkach, którego podobno nie powinno się używać.
Ja się po prostu czasami boję, czy to wsiąść do windy czy do pociągu, nie ufam chińskim lekom i chińskim przysmakom. Boję się zabierać psy do weterynarza. Nie ufam chińskiej jakości i co tu dużo mówić - cieszę się na powrót. Ale jeszcze przed tym muszę zaufać chińskiej firmie do przeprowadzki, która będzie pakować nasze rzeczy...
Chociaż mój mąż mówi, że jeśli dobrze zapłaci się w produkcji i patrzy na ręce pracownikom, można otrzymać to, czego się oczekuje.
W końcu większość produktów nas otaczających jest teraz Made In China.
To, że przywoziliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy z zagranicy nie wynikało jednie z utrudnionych zakupów. Często też woleliśmy kupić coś poza Chinami, by mieć pewność oryginalności produktu i jego dobrej jakości. Tutaj nikt nikomu nie ufa. Historii jest wiele. Jedną z wciąż aktualnych jest mleko w proszku dla dzieci. Każdy kto może (i nie mówię tu jedynie o obcokrajowcach), albo przywozi je z zagranicy sam, albo prosi o pomoc znajomych. Jest to pozostałość po aferze z melaniną w mleku. Jedzenie, to ogólnie jest wielkie pole minowe. Tak naprawdę nigdy nie masz pewności, co jesz i skąd to pochodzi. Dlatego zawsze podchodziliśmy do tego tematu sceptycznie i wspominając zakupy w supermarkecie i np. herbatę, zawsze staraliśmy się wybrać tę o wyższej cenie, mając nadzieję, że to zagwarantuje nam jakość.
Podróbki mogą być sprzedawane w najpiękniejszym sklepie, za największe pieniądze, a na koniec może okazać się, że kupiłeś produkt warty 20 złotych...
Również jakość ubrań w sieciówkach według mnie różni się jakością w i poza Chinami. Tak więc wszelkie ubrania, najlepiej było kupować za granicą.
Ale także kosmetyki, nawet te z wyższej półki, nie dość, że w Chinach droższe, to i tak nie masz pewności składu. Pasty do zębów, szczoteczki, jedzenie dla psów, płyny do prania, gumki do włosów (ostatnio słyszałam, że robią takowe z prezerwatyw...). W Chinach na wszystko trzeba uważać.

Również jakość mieszkań ma wiele do życzenia. Mieszkając przez 2 lata w Niemczech, nic nam się nie popsuło, a tutaj miałam w domu swoich "ukochanych" panów fachowców prawie co miesiąc. A to światło się spaliło, a to drzwi zablokowały, klimatyzacja nie działała, sufit przeciekał, non stop był problem z gniazdkami. Okna mają szpary, prysznic się nie domyka, podłoga jest miękka, jak plastelina i jak coś upadnie od razu pojawia się dziura. Wieżowce budowane są w tempie ekspresowym i takie są tego skutki. To się coś urwie, to odpadnie - w mieszkaniu, w hotelu, czy w restauracji. Bloki, już po kilku latach wyglądają, jakby się zaraz miały rozsypać, no i cóż, słyszałam i o takich sytuacjach niestety...
Nasz skuter po 2 latach używania wygląda, jakby był na wojnie.
Do mycia owoców i warzyw powinno się używać specjalnego płynu, bo nikt nie wie, czy można ufać wodzie i rurom. Wszystko zawsze gotowaliśmy w wodzie ze sklepu, a i tak jest jeden rodzaj na półkach, którego podobno nie powinno się używać.
Ja się po prostu czasami boję, czy to wsiąść do windy czy do pociągu, nie ufam chińskim lekom i chińskim przysmakom. Boję się zabierać psy do weterynarza. Nie ufam chińskiej jakości i co tu dużo mówić - cieszę się na powrót. Ale jeszcze przed tym muszę zaufać chińskiej firmie do przeprowadzki, która będzie pakować nasze rzeczy...
Chociaż mój mąż mówi, że jeśli dobrze zapłaci się w produkcji i patrzy na ręce pracownikom, można otrzymać to, czego się oczekuje.
W końcu większość produktów nas otaczających jest teraz Made In China.








.jpg)
.jpg)
.jpg)








.jpg)



























