Strony

03 maja 2013

Restauracje inaczej...


Chińskie restauracje w niczym nie przypominają naszych.
Myślę, że nie raz już o tym wspominałam.
Przede wszystkim zazwyczaj odbiegają od naszej definicji czystości. Wspominałam też tutaj, jakie Chińczycy mają zwyczaje przy stole. W tej kwestii nic się nie zmieniło, a ja nadal się nie przyzwyczaiłam do tych zachowań. Choć plama na obrusie w restauracji i jedzenie wokół mojego talerza, aż tak bardzo mi nie przeszkadza, jak kiedyś...




Bardzo ciekawą rzeczą w tutejszych restauracjach są prywatne pokoje. Jeśli przychodzisz z grupą 10 osób i masz ochotę pobyć tylko z nimi, zajmujesz prywatny pokój. Masz tam zazwyczaj swoją kelnerkę, która pilnuje, by niczego ci nie brakowało. A cena, ta sama!
Ciekawostką jest również to, że nawet jeśli jest was w restauracji 12 osób,to i tak dostaniecie jedno menu na stół. No, może dwa. Strasznie irytujące. Tym bardziej, że menu tutaj ma zazwyczaj mnóstwo stron. Dlaczego jedno? W chińskiej restauracji stoły są w większości okrągłe. I duże - na 10 osób. Dania stawiane są na środku stołu, na obrotowej centralnej jego części i każdy ma okazję spróbować wszystkiego. Dlatego zazwyczaj jedna osoba przy stole zamawia dla wszystkich.
Ja do chińskich knajpek uwielbiam chodzić dużą grupą. Wtedy można zamówić wiele pyszności. Dwie osoby nie mają szansy skosztować zbyt wielu dań, bo zwyczajnie ich nie przejedzą.
Na kelnerów się krzyczy (fu wu yuan). Co jest bardzo brzydkim zwyczajem, ale uwierzcie mi, zdarza się, że w inny sposób kelner cię po prostu nie zobaczy i nie usłyszy. Bardzo często zdarza się, że restauracje są olbrzymie. Kilkupiętrowe. A w godzinach lunchu i kolacji zdarza się, że na stolik trzeba czekać godzinę. Możecie sobie wyobrazić, co tam się dzieje. Mimo to jednak, na jedzenie nie czeka się długo. Zimne dania przychodzą niemal zaraz po złożeniu zamówienia, a i na ciepłe wcale nie trzeba długo czekać. Wątpię, by nasze europejskie restauracje poradziły sobie z takim natłokiem ludzi w tak krótkim czasie. Szacun! :)
A naczynia zazwyczaj przychodzą w plastikowych opakowaniach... Wynika to z tego, że nie są zmywane w restauracji, a gdzieś poza nią, gdzie firma bardzo ładnie je pakuje...



Na deser smaczne owoce. Zazwyczaj gratis, po tłustym, chińskim obiedzie.


Ciężko było przyzwyczaić się, do chińskich restauracji. Na początku myślałam, że nigdy się nie zmuszę do jedzenia w takich miejscach. Teraz oczywiście uwielbiam. Cały ten chaos, zdecydowanie ma swój urok. I kiedyś w przyszłości na pewno będzie mi go brakować!


26 kwietnia 2013

W budowie.


Chiny się budują.
Gdzie nie spojrzysz, tam jakieś budowy.
Patrząc przez moje okno nie nadążam.
Budynku nie ma,
a wracam z wakacji i już jakiś stoi.
Jakieś nowe światła błyszczą mi za oknem.







Drogi poszerzane są w mig. Choć zazwyczaj i tak są zbyt duże niż obecnie potrzeba.
Jeśli jest jednak taka konieczność, stawia się blokadę, likwiduje pas zieleni, ściąga asfalt.
Za chwilę będzie 3-pasmowa.





Wieżowce rosną.
Centra handlowe pojawiają się jedno za drugim. 
Wszystko to o kształtach, o jakich by się nie śniło.
Jest to raj dla architektów, którzy mogą tu spełniać swoje fantazje.
Tory powstają w oka mgnieniu. Trasy szybkich pociągów...
Nie ma ich, za chwile zabiorą cię, dokąd tylko zapragniesz.
W tamtym roku otworzono u nas w mieście 26km linię metra, którą budowano 4 lata. Budowa kolejnej ma zakończyć się jeszcze w tym roku.
Dla porównania metro w Warszawie, o tej samej długości budowano 25 lat.

Tutaj nie ma problemu-jeśli nie ma miejsca na nowe, wystarczy wyburzyć stare. Przesiedlić ludzi.



To niesamowite być tutaj teraz i móc to obserwować.
To niesamowite, ile może się dziać wokół ciebie!
Część Suzhou, w której teraz mieszkamy, 10 lat temu niemal nie istniała. Spotykam ludzi, którzy opowiadają, że nic tutaj nie było, a najwyższy wówczas budynek teraz jest jednym z niższych w okolicy.
Podobnie zresztą, działo się na Szanghajskim Pudongu.

W 2017 roku ma się zakończyć budowa Gate of the Orient. Budynku, który wygląda jak spodnie. Wokół niego mają stać jeszcze dwa wysokie budynki, których budowa już się rozpoczęła i niestety daje ostro w kość mieszkańcom naszego osiedla.





Z tego rozpędu Chińczycy też czasami budują sobie zabytki, ale to już inna historia... :)



14 marca 2013

W Pałacu. U Króla.


W stolicy Kambodży mieszka Król.
We wspaniałym kompleksie, który jest dostępny dla zwiedzających, pod warunkiem, że w tym czasie Król go nie użytkuje.



Pałac Królewski zrobił na mnie niesamowite wrażenie.
Między innymi dlatego, że ma piękne kolory i kształty.
Że otacza go wspaniała zieleń.
I dlatego, że jest zupełnie inny od tego, co znam i widziałam wcześniej.



Kiedy my odwiedzaliśmy Phnom Pehn było już trochę poza sezonem, dlatego mogliśmy cieszyć się ciszą i spokojem, i w pełni rozkoszować się tym uroczym miejscem.



Nie będę Was tu zanudzać opisem poszczególnych budynków, ale Srebrna Pagoda na to absolutnie zasługuje, bo mieści w sobie niezwykłe skarby m.in. złotego Buddę, kryształowego Buddę oraz naturalnej wielkości Buddę wyłożonego 9,584 diamentami!! A podłoga pagody wyłożona jest srebrnymi płytkami...

Och chciałoby się tam wrócić... do tego Pałacu...







11 stycznia 2013

Z życia Emmy Podróżnika.


Prywatnie.
Bo tak mnie naszło przy okazji styczniowych podróży.
Tu i tam.
Powiem Wam w tajemnicy, że boję się latać.
Panicznie.
A muszę. I chcę też. Bo tyle do zobaczenia.
Mimo strachu lepszy lot, niż podróż na przykład Koleją Transsyberyjską.
Kilka razy do roku...
Więc zaciskam zęby i lecę.
Tu i tam.



Zawsze na początku jestem silna. Wydaje mi się, że TYM RAZEM będę dzielną dziewczynką. Latałam przecież tyle razy i strach mój jest nieuzasadniony.
Nic z tego. Po raz kolejny.
Samolot rusza. A ja zaczynam mój maraton myśli.
Cały lot nie robię nic innego tylko nasłuchuję, odliczam minuty. Panikuję! Nie mogę czytać, oglądać, spać. Nic nie mogę! W ogóle! A jak są turbulencje... lepiej nie mówić.
I nie znoszę siebie za tę słabość. Za strach przed lataniem. Bo generalnie jestem silna. Tak mi się wydaje.
A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że kiedyś chciałam być... stewardessą!!! ha!

Choć muszę powiedzieć, że teraz znów jestem dzielna.
I mam nadzieję przeżyć środowy i kolejne styczniowe loty bez żadnego stresu :) 



Taki to ze mnie Podróżnik :)

08 stycznia 2013

Mlecznie. Mlekowo. Jogurtowo.



W chińskim supermarkecie można znaleźć wiele...
Wszystko.
I nic.
Najmniej miejsca zajmują półki z nabiałem.
Chińczycy nabiału nie jedli nigdy, uczą się tego dopiero teraz.
Zapomnij więc o serze, maśle, jogurcie.
A przynajmniej o możliwości wyboru.
Masła chińskiego jest jeden rodzaj.
Jogurty są owszem, pitne i słodzone.
Sery - topione. Rodzaje dwa! :)
O wszystkich innych produktach, które teraz przychodzą Wam na myśl, zapomnijcie - w chińskim sklepie ich nie znajdziecie.
No może prócz mleka. Można je kupić wszędzie.
Nawet mleko Wypasione z Polska ;)



31 grudnia 2012

Delta Mekongu.

Na rzece Mekong ruch, jak w centrum miasta.
Labirynt małych odnóg rzeki, zapchany przez turystów i łódki.
Stoisz w korku...
Łódka za łódką...




Dlatego właśnie nam się nie podobało.
Zbyt turystycznie był rzekła.
I znamy te triki...
Przeprowadzanie grupy turystów od sklepiku do sklepiku, a rzeki niemal nie widać.
Tyle atrakcji przy Delcie Mekongu. Miód, Kokosy, Rowery, Czapki, Torebki, Śpiewające Panie. Dolar tu Dolar tam. 
Tutaj Państwo miód, a tutaj cukierki kokosowe. Proszę, zapraszamy do sklepu.
Lunch Drodzy Państwo wliczony w cenę, ale proszę za jedyne tyle i tyle możecie mieć to i to.
A tu wąż. Niemający nic wspólnego z tematem wycieczki, ale może zdarzy się za to jakiś napiwek?
Nie jesteśmy zbyt dobrymi turystami.
Wszystkie te historie znamy z naszego życia codziennego.
Wycieczka do Delty zawiodła nas i zmarnowała nam czas.
Generalnie nie polecam osobom znającym Azję.
Lepiej posiedzieć w Sajgonie przy kawie i popatrzeć na ruch uliczny.
Choć muszę powiedzieć cukierki z kokosa całkiem smaczne ;)







Więcej i ciekawiej o Mekongu tutaj.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...