Kiedy pierwszy raz przyjechaliśmy do Chin w maju, mieszkaliśmy w hotelu, z okna którego, mieliśmy widok na pobliski park. Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że każdego ranka, już od wczesnych godzin, zbierali się w nim starsi ludzie i wspólnie ćwiczyli tai chi. Na takie spotkania przychodzą chętni. Sąsiad przyprowadza sąsiada, sąsiadka mówi o spotkaniu znajomej. W wygodnych strojach, z szarfami, bądź wachlarzami, wykonują dokładne, tradycyjne ruchy.
Czemu na powietrzu? Przede wszystkim dlatego, że wierzy się, że pod gołym niebem jest najwięcej energii. Pewnie dlatego też, że za spotkania w parku nie należy się żadna opłata.
Jeszcze bardziej zaskoczyło nas to, że wieczorami, w parkach, zbiera się kolejna grupa ludzi, tym razem o wiele większa. Ci ludzie tańczą. Zazwyczaj jeden układ, ale są też tańczące pary. Przy tradycyjnej muzyce chińskiej, bądź zwyczajnym popie. W tej grupie znajdziemy nie tylko ludzi starszych, ale i młodszych, z dziećmi czy bez. Właściwie cały przekrój społeczeństwa.
W ogóle, chińskie parki, to bardzo ciekawe miejsca. Można w nich spotkać ludzi grających w gry, puszczających latawce, tańczących, śpiewających, lub robiących takie oto dziwne rzeczy, których nie potrafię nazwać... :)
A żeby w parkach nigdy nie było za cicho, w specjalnych głośnikach rozbrzmiewa chińskie radio.
I niech nie zmyli Was słoneczna pogoda - zasypało i nas...






















































