Strony

09 października 2010

Expo





Opornie nam szło wybranie się na Expo, które rozpoczęło się w maju i właśnie dobiega końca. A przecież do Szanghaju mamy jedynie 115 km. Jednak nasłuchaliśmy się opowieści znajomych o tłumach Chińczyków i ogromnych kolejkach. Wiedzieliśmy jednak, że po prostu nie wypada tam nie zajrzeć, jeśli jest się tak blisko. Przygotowani do boju i nastawieni na wejście jedynie do polskiego pawilonu (z paszportem danego kraju wchodzi się bez kolejki) pojechaliśmy na Expo.





I co? Chcę jeszcze raz :) Nie zobaczyliśmy wszystkiego, ale pobiliśmy chyba rekord odwiedzając ok. 40 pawilonów w ciągu kilku godzin. Nasi znajomi wchodzili do czterech, a resztę dnia spędzali stojąc w kolejkach. Nam się udało, bo ludzi było jedyne 230 000, kolejek trochę, ale zatłoczone pawilony po prostu omijaliśmy, by nie tracić czasu. 




Jakie mam odczucia? Bolą mnie nogi, to przede wszystkim. Expo w Szanghaju jest największe w historii i znajduje się na powierzchni ponad 5,8 km², na terenach dawnej dzielnicy stoczniowej, z której przesiedlono 18 000 rodzin i 270 fabryk. Na tej powierzchni do odwiedzenia jest 191 pawilonów. Ogrom Expo właściwie nie mieści się w głowie.
 



Na szczęście są małe autka, które wożą zmęczonych zwiedzających. Jak na Chińczyków przystało można też odpocząć na ławce ;)



Czy polecam? Na pewno warto tam być. Ale w wielu pawilonach po prostu nie ma nic wartego zobaczenia. Ale już wiemy, gdzie chcemy jechać na wakacje :)



cdn...

08 października 2010

High speed train


Chińskie pociągi.



Zdaję sobie sprawę, że to, co tu dziś napiszę nie jest zjawiskiem ogólnym w Chinach. Oprócz szybkich pociągów są tutaj też takie, gdzie można przejechać się z kurami... Ale dziś o tych pierwszych :) Region, w którym mieszkamy jest bogaty. Zapewne do wyglądu pociągów i organizacji dworców przyczyniło się też Expo. Mimo to, my, w Polsce jesteśmy bardzo daleko za Chinami. Bo tutaj takie miejsca, jak te, które zaraz Wam pokażę istnieją, a w Polsce są ciągle bardzo odległym marzeniem...
Jechaliśmy szybkim pociągiem w pierwszej klasie. Wiem, że klasa druga zbyt wiele się od pierwszej nie różni. Kwestia czy chcemy spędzić podróż z tłumem głośnych Chińczyków... My nie chcieliśmy.

Na początek. Dworce w Suzhou i Szanghaju, które widziałam, wyglądają, jak lotnisko. Dla bezpieczeństwa, zanim wejdziemy na ich teren, nasze torby prześwietlane są w rentgenie. Dokładnie wiemy, kiedy i skąd nasz pociąg będzie odjeżdżał, ustawiamy się więc przy odpowiedniej bramce, gdzie na ok. 10 minut przed przyjazdem pociągu maszyny zostają aktywowane, wkładamy bilet na ten oto konkretny pociąg i oto jesteśmy na peronie. Nie ma zbędnych osób. Są tylko podróżni czekający na swój pociąg. Ileż to mniej bałaganu i zamieszania!




Na każdym bilecie mamy numer wagonu, w który musimy wsiąść. Na chodniku natomiast są numery, przy których pociąg idealnie się zatrzyma. Nie ma biegania, szukania, wsiadania w biegu. Każdy ustawia się przy swoim wagonie. Drzwi otwierają się tuż przy naszych stopach.


Dostajemy się do środka. Pierwsza klasa wygląda fantastycznie, widzę, że druga podobnie tylko większy ścisk. My siadamy w wielkich, rozkładanych fotelach. Mając przed sobą wielką przestrzeń na nogi. Przy fotelach znajdujemy gazetę, rozkładany stolik, rozkładaną podpórkę na nogi, a pod siedzeniem... kontakt, gdzie naładujemy np. rozładowana komórkę.



Nie muszę chyba dodawać, że pociąg rusza o czasie. Co do minuty.
Odległość 115 km przejechaliśmy w 20 kilka minut. Z prędkością...


:)
Więcej czasu spędziliśmy później poruszając się metrem po Szanghaju...

Cały czas zastanawialiśmy się tylko, dlaczego w Polsce się tak nie da... Dlaczego nic nie może być prostsze. Co prawda z naszym PKP jeździłam parę lat temu, ale myślę, że nie jest lepiej niż było? Jakie teraz są ceny biletów? Ja za komfort tej podróży zapłaciłam 65 juanów, co daje jakieś 30 zł.

Ach, z ciekawostek jeszcze. Co zrobić, żeby podróżujący mogli podziwiać zmieniające się krajobrazy przez czyste okna pociągu? Zlecić służbom porządkowym przemycie ich wodą z płynem w czasie postoju pociągu.
Bo jak się chce, to wszytko można.



*pociąg, którym jechaliśmy nie jest najszybszy w Chinach, najszybsza jest kolej magnetyczna maglev, która jeździ z Szanghaju na lotnisko Pudong, pokonując trasę 30 km w 7 minut, rozwijając maksymalną prędkość 431 km/h

06 października 2010

Napraw ciąg dalszy


Właściwie to nie wiem od czego zacząć :)

Poznajecie tego pana?


Wpadł dziś na drzemkę...

A tak poważnie, po ostatniej wizycie panów elektryków światło owszem, działało, przez jakieś 2 kolejne dni. Po czym padło. Bo tak. Przez telefon usłyszeliśmy, że tym razem, w przyszłym tygodniu (dziś) przyjdą do nas do domu PROFESJONALNI ELEKTRYCY. Przyszli. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy Profesjonalnymi Elektrykami okazali się ci sami co ostatnio, co poprzednio, do których ja już po prostu nie mam siły... panowie elektrycy...
Na szczęście dziś, w katorgach wspierał mnie Niedźwiedź, a właściwie przejął kontrolę nad śpiącym panem i jego kolegą. Ja tylko "przyłapałam" pana na spaniu, [z nogami na moim obrusie!!!] A później zamknęłam się w sypialni i nie wystawiałam nosa czekając, aż moi ulubieńcy zrobią co mają zrobić i pójdą. Dowiedziałam się też przed chwilą, że wiele mnie jednak ominęło! Pan elektryk kibicował Niedźwiedziowym rozgrywkom footbolowym na Nintendo. Zapytał ładnie czy może usiąść na kanapie i wydawał się siebie okrzyki godne prawdziwego kibica. Pewnie dlatego Niedźwiedzia polska reprezentacja jest teraz najlepszą z drużyn. Szkoda tylko, że wirtualnie...
W każdym razie światło działa. Ulubieńcy poszli. Oby nie wrócili. Choć mają, bo w łazience u nas też coś nie halo. Ach... te Chiny :)


27 września 2010

Naprawiamy!


Dziś moi mili, post z serii "z życia wzięte".
Panowie elektrycy...

 

Na samą myśl ciągle krew pulsuje mi szybciej. Nie żartuję - byli tu chyba z 7 razy. Otóż, odkąd się wprowadziliśmy do naszego mieszkania, panowie elektrycy stali się jednymi z naszych najczęstszych gości. Już pierwszego dnia, okazało się, że światło w połowie naszego mieszkania, nie będzie sobie świeciło. Bo nie. I już. Za każdym razem, gdy dzwoniliśmy po pomoc, oni przychodzili, podnosili bezpieczniki na pozycję "on", a po dwóch godzinach światło znów nie działało. Pewnie myśleli sobie, "co za western people, wystarczy tylko ruszyć przełącznikiem i wszystko gra!". Na szczęście, któregoś dnia, kiedy byli u nas, bezpiecznik do góry podnieść się nie dał i zobaczyli to na własne oczy. Panowie uznali więc, że chyba jednak z tym światłem coś jest nie tak... Postanowili to sprawdzić. Po kilkugodzinnym krzątaniu się po domu panowie elektrycy stwierdzili, że oni jednak potrzebują więcej czasu na naprawę i że przyjdą za tydzień. Za tydzień wypadło dziś. Tym razem, mieli ze sobą drabinę, i latarkę! Dlaczego tak mnie to dziwi? Dlatego, że podczas wszystkich naszych wcześniejszych spotkań nie było tak kolorowo...
Panowie elektrycy pewnego wieczoru próbując naprawić światło, przyszli do naszego domu bez latarki (dobrze, że istnieją telefony komórkowe dające choć odrobinę światła i ratujące elektryków z opresji...)
Panowie elektrycy pewnego razu spytali mnie, czy mam drabinę... (o zgrozo! dobrze chociaż, że mieli ze sobą śrubokręt!). Drabiny nie miałam, więc spytali o krzesło, krzesło owszem w posiadaniu mam, ale za niskie. No to może stół? Świetnie! ale też nie za wysoki, trzeba więc postawić krzesło na stół (który swoją drogą w pewnym momencie zaczął trzeszczeć pod ciężarem...)
Panowie elektrycy ubrudzili naszą świeżo malowaną na biało ścianę, na kolor wpadający w czerń, podczas odkręcania przełączników światła. Pozbawili nas też odrobiny tynku.
Panowie elektrycy, nie przejmowali się, gdy stawiali brudną, metalową skrzynię na moim jasnym obrusie.
Panowie elektrycy poruszają się wolno. Obijali się jak tylko mogli, udając, że coś robią przez co spędzali u nas o wiele więcej czasu niż powinni.

Kiedy panowie elektrycy pracują, mają czas na różne rzeczy, tj:
rozmawianie przez telefon...



myślenie...

myśleeeenie...


myśleeeeeeeeenie...


dużo myśleeeeeeeeenia...


iiiii
UWAGA! Nie wiem, czy jesteście na to gotowi (ja nie byłam)...
...
panowie elektrycy, w moim domu, w czasie pracy, mają też chwilkę na drzemkę... :)



W każdym razie światło działa, i mam nadzieję, że tak już zostanie :)
Obyście nigdy nie musieli mieć styczności z takimi panami elektrykami, od naprawy światła i psucia nerwów przy okazji.

25 września 2010

Ulubiona.




Podobają mi się chińskie restauracje, w których można zjeść dużo, pysznie i tanio!
Osobiście, nigdy nie byłam fanką chińskiego jedzenia. Dlatego z przerażeniem myślałam o tym, co będę jeść, gdy już tu przyjadę. Jednak okazuje się, że europejskie 'chińskie' jedzenie ma niewiele wspólnego z tym prawdziwym, które można dostać w Chinach. Bakłażan smakuje tutaj, jak nigdzie indziej. Grzybów jest tyle, że nie wiem czy wszystkich zdążę spróbować. Sosów... też tyle :) nadają potrawom niepowtarzalny smak, nawet zwykła cebula, jest cebulą, o której myślę codziennie.

Mamy już swoją ulubioną restaurację w Suzhou. Jeśli kiedyś tu będziecie, zabiorę Was do niej :)
Ja zachwycam się bobem zapiekanym z cebulką, Niedźwiedź zachwyca się pikantnymi szaszłykami z jagnięciny i garem krewetek, za które płacimy jedyne 18 RMB.




 




W chińskich restauracjach stoły są najczęściej okrągłe, a jedzenie podawane jest na półmiskach, tak by każda z osób siedzących przy stole mogła skosztować każdej z potraw. Świetny pomysł!

Teraz już wiem, że znienawidzone przeze mnie chińskie jedzenie stanie się jednym z moich ulubionych. Makarony poszły w odstawkę. Myślę o ryżu, i smacznych warzywach. Mniam!

15 września 2010

Tłoczno, ratunku!


Nawiązując jeszcze odrobinę do poprzedniego posta chciałam Was przestrzec.
Jeśli wybieracie się do Chin, zaplanujcie to sobie tak, by w weekendy zwiedzać jak najmniej ogrodów i muzeów, a najlepiej w ten czas zjeść smaczny obiad w knajpie i wrócić do domu. To samo tyczy się wszelkich chińskich świąt. Wtedy podróżują wszyscy. No chyba, że lubicie tłumy i stanie w kolejkach... Obijanie się o ludzi, brak możliwości swobodnego przejścia, obejrzenia rzeczy, nie wspominając już o robieniu zdjęć bez tłumu w tle. Humble Administrator's Garden był pierwszym i myślę ostatnim już miejscem, które odwiedziliśmy w weekend.
A wyglądało to mniej więcej tak...







Pozdrawiam serdecznie!

14 września 2010

W ogrodzie.


 
Dziś pokażę Wam ogród. Chiny są pełne pięknych ogrodów i mogłabym pokazywać je bez przerwy. Ten, który zwiedzicie dzisiaj to Humble Administrator's Garden.


Ogród położony jest na powierzchni ok 5 ha i jest jednym z największych ogrodów Suzhou. Humble Administrator's Garden należy też do czerech najsławniejszych ogrodów w całych Chinach.





Budowę ogrodu rozpoczęto w XVI wieku, podczas panowania dynastii Ming.
Humble Administrator's Garden pełen jest drzew, kwiatów, stawów i wysepek połączonych pięknymi mostami. I jest na prawdę wart odwiedzenia.




W ramach wyjaśnienia: dawno mnie nie było, ale nie z mojej winy. Jesteśmy w Chinach-do wielu komplikacji trzeba się po prostu przyzwyczaić ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...