Portet d'Aspet odwiedziliśmy, bo było w połowie drogi do domu, podczas naszego powrotu z
Portugalii.
Dlaczego więc nie spędzić tam chwili i nie rozkoszować się widokami?
No i jak tu nie odwiedzić słynnej trasy Tour de France, która pojawia się w wyścigu już od 1910 roku? Szczególnie, kiedy Tato jest takim zapalonym kolarzem?
Portet d'Aspet wydało się idealne na cichy i spokojny odpoczynek po dwóch tygodniach podróży.
I było piękne, i niezwykle kojące.
Cudny, wynajęty przez airbnb domek stał na wzgórzu, z którego mieliśmy widok na całą wioskę pełną domków z kamienia. Jeden bar, ze wszystkim czego możesz potrzebować, zero sklepów. Cisza, spokój, czasem drogą przejechał kolarz. My uwielbiamy takie miejsca.
Dlatego do Portet d'Aspet wrócimy na pewno. Najprawdopodobniej w terminie Tour de France. Choć obawiam się, że wtedy z tą ciszą może być kiepskawo...