Cote d'Azur całe jest piękne.
I takie, jak sobie wyobrażamy.
Pyszne jedzenie, woda o niezwykłej barwie, niesamowite krajobrazy i wielkie jachty bogaczy.
Patrząc na Lazurowe Wybrzeże na zdjęciach, nie wierzyłam, że na żywo też będzie takie cudowne.
A było!
Dwa miejsca, które zdecydowanie przypadły nam do gustu to St.Tropez i Antibes (
klik).
Jak już wspominałam w poprzednim poście o Antibes, podobnie tutaj - w St.Tropez, nie spędziliśmy zbyt wiele czasu w samym centrum. Na widok tłumów od razu odwróciliśmy się na pięcie i popędziliśmy na przemiły spacer wzdłuż miasteczka, które z przyjemnością podziwialiśmy z większej odległości.
Oczywiście dzięki temu, trafiliśmy na bardzo przyjemną, niemal pustą plażę - no bo komu chciałoby się na nią gnać każdego ranka z hotelu w centrum...
W oczy rzuca się również brak na każdym kroku typowych nadmorskich sklepów z pamiątkami. Tu zabawka, tam bikini no i jeszcze materac. Wiadomo. Są natomiast małe butiki, w których ceny są oszałamiające. Równie oszałamiające, jak ogromne jachty stojące w porcie miasta. Olbrzymie domy na wodzie, z autami, skuterami i całą niezbędną obsługą wewnątrz.
Bogactwo gości St.Tropez widać na niemal każdym kroku.
Jakie są minusy odwiedzenia tego miejsca?
Korki! Korki! Korki!
I o ile, jako że jesteśmy ranne ptaszki, do miasta udało nam się wjechać bez trudu, tak w drodze powrotnej przejazd 30 km zajął nam chyba 1,5h.
Ale czy mnie to przeraża? Nie, bo St. Tropez tak bardzo mi się podobało, że dotrę tam jeszcze raz choćby wpław.