Dzisiaj mijają 2 lata, odkąd Molly dołączyła do naszej rodziny.
2 lata temu też pisałam posta o zwierzętach w Chinach (
klik).
Niestety, nic na lepsze się nie zmieniło.
Właściwie to nawet mi się wydaje, że jest gorzej, niż kiedyś.
Oczywiście, również zmieniliśmy się my sami i jesteśmy bardziej wyczuleni na tym punkcie.
Ale serce mi się kraje, kiedy co chwila sieć obiegają "nowinki" ze świata zwierząt.
Pewnie dlatego też, pod koniec zeszłego roku zamieszkała z nami MeiMei. Znaleziona, tak jak Molly, na szanghajskiej ulicy, bezzębna sunia.
I szczerze mam nadzieję, niedługo stąd wyjechać, inaczej na dwóch się nie skończy...
A mówiąc całkiem poważnie.
To, co jeszcze 2 lata temu uważałam za dobry znak, czyli moda na posiadanie psów, w tej chwili zaczyna mnie przerażać. Bo przecież ci ludzie, kupujący teraz słodkie szczeniaczki za parę lat się nimi znudzą i wyrzucą na ulicę. I psów, których w tej chwili na ulicy nie ma zbyt wielu, zaczną się na tej ulicy pojawiać.
Jako, że jestem w dość bliskich relacjach z organizacją, która zajmowała się naszymi dziewczynkami, zanim trafiły do nas, co chwilę słyszę jakieś tragiczne historie. Ostatnia taka dotyczyła przepięknego psa rasy husky. Mieszkał on sobie na osiedlu, na którym również mieszka jedna z rodzin zastępczych. Właściciel psa był ogólnie znany, pies również. Nadeszły chińskie święta. Pies na osiedlu, właściciela nigdzie nie ma. Myśleliśmy wszyscy, że pies się zgubił, bo pewnie został z kimś obcym podczas nieobecności właścicieli, no wiecie, różne takie domysły. Właściciel po wakacjach się znalazł, zdziwiony, że pies jest w bezpiecznym miejscu. Bo on tego psa już nie chce, znudził mu się, więc go wyrzucił na ulicę. A w ogóle jak to się stało, że ten pies jeszcze żyje? Myślał, że do tego czasu, to już go złapią i przerobią na mięso... No więc w takim razie on chce tego psa uśpić...
Na szczęście, dzięki organizacji i wielu cudownym ludziom, pies jest teraz w domu zastępczym i czeka, aż ktoś go zaadoptuje.
Historie kotów, to już w ogóle są na porządku dziennym. Nikt się nimi nie zajmuje. Kocięta niejednokrotnie znajdowane wygłodzone, zmarznięte, w pudełkach, w śmietnikach. Na tego ktoś wylał kwas, tego ktoś maltretował.
W Pekinie usypia się psy, bo są za duże. Tak, nawet te, które miały
właścicieli. Rząd umyślił sobie, że nie będzie można w domu, w mieście
trzymać takiego powiedzmy goldena, więc albo się wyprowadź na obrzeża
miasta, albo pożegnaj z psem.
Psy czy koty, choćby nie wiem jak
szczepione, na ilu smyczach, w ilu klatkach nie mogą wybrać się w podróż
pociągiem, chyba że, wagonem do przewozu zwierząt, a i wtedy trzeba
załatwiać dokumentów, jak na lot międzynarodowy. Ostatnio szukałam
noclegu w Szanghaju, żaden hotel nie ma polityki przyjaznej zwierzętom.
Żaden. Co się dziwić, że taki pies później ląduje na ulicy, kiedy właściciele chcą wyskoczyć gdzieś na weekend, a nie mają psa z kim zostawić albo jak go ze sobą przewieźć na drugi koniec kraju.
Psy również nie mogą wchodzić do większości parków. Jak sobie tak myślę, to i tak dobrze, że można z nimi chodzić po ulicy... Mniejsza z tym...
Z kotów robi się futra, a nogi podcina im tak, by jako mrożone mięso nikt nie poznał się, że to kot a nie królik.
Psie mięso na prawdę można znaleźć w restauracji.
Każde inne mięso również można tam znaleźć, na przykład szczura udającego kurczaka...
(Z tym mięsem w restauracji i w ogóle o chińskim jedzeniu to jest temat na zupełnie oddzielny post...)
W szanghajskich sklepach zoologicznych można było ostatnio kupić małpy.
W szanghajskiej rzecze znaleziono ostatnio 16000 martwych, chorych świń...
Ja wiem, i powtarzam, tak jak poprzednio. Nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka, ale niestety, taki jest obraz ogółu. I dla mnie nie ma wytłumaczenia, że Chińczycy nie wiedzą, że Chińczycy się dopiero uczą. Bo Chińczycy jeżdżą najlepszymi samochodami na świecie, latają na wakacje dookoła świata, mają telewizję i dostęp do Internetu (!), a to i tak nic nie daje. Chińczyk zjadłby ostatniego tygrysa na Ziemi, tylko dlatego, że tygrys był drogi, że jedząc go mógł pokazać swój status społeczny, a pewnie jeszcze do tego mięso tegoż tygrysa da mu nieśmiertelność...
Zdaję sobie sprawę z tego, że takie rzeczy dzieją się wszędzie, że to nie są tylko Chiny, ale uważam, że skala tego zjawiska tutaj jest ogromna. To wszystko jest dla mnie najzwyczajniej w świecie obrzydliwe. I nie rozumiem. I nie zrozumiem nigdy, jak bardzo okrutnym i bezmyślnym można być... a w większości wszystko sprowadza się jedynie do pieniędzy...
Kochani, również tym postem chciałabym przekonać Was, że adopcja zwierząt jest cudowna. Daje niezwykle dużo radości obu stronom. Co prawda wymaga od nas więcej pracy socjalizacja psa dorosłego, po przejściach, niż szczeniaka prosto z hodowli, ale uwierzcie mi, że ta praca jest tego warta.
Molly do tej pory nie lubi być dotykana po ogonie, prawdopodobnie w poprzednim życiu, ktoś ją za niego namiętnie szarpał. Mei Mei boi się, jak tylko ktoś zbyt intensywnie podniesie rękę i nie może kompletnie przyzwyczaić się do zakładania szelek.
Ale czy one nie są warte wkładanego w nie wysiłku?
Sami zobaczcie ;)
Adoptuj - nie kupuj!
E.