Jesień życia...
Chiny pełne są ludzi, którzy wiele w swoim życiu już przeżyli.
Ja takich ludzi kocham oglądać. Szczególnie tutaj. Tacy pogodni, uśmiechnięci... Z każdym z nich chętnie bym porozmawiała, zamieniła choć kilka zdań, posłuchała o ich życiu.
Niestety, wszyscy mówią po chińsku :) Najczęściej w dialekcie, co już w ogóle zamyka mi furtkę do ich świata. Mogę ich obserwować, robić zdjęcia i zastanawiać się, jaka jest ich historia...
Mam wrażenie, że nasi polscy staruszkowie nie potrafią cieszyć się życiem i mają więcej problemów, niż ci żyjący w Chinach. A to przecież ludzie tutaj, nie mają niczego. Muszą pracować do końca życia, bo nie mają emerytur. Jeśli sami nie zdobędą pieniędzy, nie będą mieli co jeść, zazwyczaj mieszkają w jednym pokoju, który robi również za kuchnię, a toaleta jest na końcu ulicy, a jednak mam wrażenie bije z ich wnętrza radość i spokój...
sami zobaczcie i oceńcie...
Może i my powinniśmy wyciągnąć wnioski?
I jeszcze na koniec moja ukochana para staruszków, nie sposób się nie uśmiechnąć :))





















































