Strony

09 czerwca 2011

Na bogato

Czego w Chinach nie lubię?
Kosmicznych cen.
O czym więc? O tym, jak tu drogo :)


Nie znoszę robienia zakupów na różnego rodzaju targach. Chodzenia do krawca. Do szewca. Do warzywniaka.
Dlaczego? Bo jeśli jesteś człowiekiem z zachodu, laowai, przeciętna rzecz będzie kosztować cię drożej. Bo Chińczycy wierzą, że tacy ludzie śpią na pieniądzach. Są z daleka. Są bogaci. I ceny wszystkiego automatycznie idą w górę. Wysoko w górę. Śmiać mi się chce (choć właściwie to już nie wiem czy śmiać się, czy płakać), kiedy wchodzę czasem do sklepu, widzę miseczkę, za którą zapłaciłam 10 yuanów, pani podaje mi za nią cenę niemal 300. Kiedy chcę kupić czajniczek do parzenia herbaty i zamiast 50 CNY cena wzrasta o kolejne 400. Kiedy chcę kupić jakiś drobiazg i płacę za niego 5 yuanów, to zazwyczaj i tak wiem, że powinnam za niego zapłacić 2.

Nie lubię chodzić do sklepu z kosmetykami, gdzie muszę zapłacić majątek za krem, który był dużo tańszy, kiedy kupowałam go w Niemczech. Nie znoszę robić zakupów w moim osiedlowym sklepie, gdzie widzę ser, na który mam taką wielką ochotę, bo nie jadłam go wieki i muszę zapłacić za niego tyle, że się odechciewa wszystkiego (ostatnio pudełeczko serka wiejskiego za ponad 20 zł!). Nie lubię chodzić do restauracji z zachodnim jedzeniem, w której muszę zapłacić cenę, jak w Europie, a jedzenie w niczym nie przypomina tego, które powinno.
Wiem, wiem, racją jest, że importowane rzeczy powinny kosztować więcej, no ale bez przesady :)



Może dziś doznacie szoku...
Otóż, hisoria, że Chiny są biedne dawno straciła na wartości.
Tyle aut, nowych, najdroższych nie widziałam nigdzie. Czasem mi się wydaje, że wszyscy moi sąsiedzi zaopatrzeni są przynajmniej w jedno Porsche, najlepiej Cayenne, jedno Audi - takie lepsze Audi, jak A6L (L oznacza wersję dłuższą od normalnej), bądź BMW tak wielkie, że niemal nie mieści się na naszej osiedlowej uliczce.
Kolejny przykład. Sklepy. Tyle sklepów Diora, Chanel, Versace, Prady, i innych, których nawet nie znam nie widziałam nigdy w jednym budynku. Budynku? Ba na jednym skrzyżowaniu okazuje się, że są dwa sklepy Diora, by nie trzeba było nawet przechodzić przez ulicę, by móc dokonać zakupu :) I kto w tych sklepach kupuje? Na takie sklepy już nie stać laowai. W takich sklepach majątek zostawiają Chińczycy. Nowobogaccy Chińczycy, których tutaj nie brakuje. Niesamowicie bogaci Chińczycy.
Każdy z iPhonem.






To dlaczego, my, zwykli, przeciętni laowai i tak musimy płacić więcej u tego krawca, szewca i na markecie? :(

03 czerwca 2011

Pyszności... ;)



Tak jak zapowiadałam, dzisiaj kolejna część pekińskiego jedzenia.
Pekińskiego nocnego marketu z jedzeniem nie można ominąć. Choć okazuje się, że to bardzo turystyczne miejsce. Ceny... Kosmiczne! Tzn. w porównaniu z tymi, które znamy z codziennego życia.
Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek będzie mi dane widzieć tyle nietypowego jedzenia w jednej chwili. 
Zapewniam Was jednak, że dziś nie zgłodniejecie i ślinka Wam nie pocieknie.
Moi Drodzy,odstawiamy wszelkie smakołyki, które mamy koło siebie i zapraszam do oglądania :))





zgadnijcie, jakie słowo kryje pod sobą rozgwiazda... 























Pewnie zastanawiacie się, czy próbowałam tych pyszności. Nie, ale Niedźwiedź się odważył. Próbował larwę jedwabnika i skórę węża. Wyglądał bardzo niewyraźnie, a jedzenie w końcu wylądowało w koszu.
To nie nasze smaki jednak :))

31 maja 2011

Miejsce warte powrotu.


W czasie pobytu w Pekinie jedliśmy bardzo różne rzeczy. Od bardzo dobrych zaczynając, na bardzo nietypowych kończąc. Dziś ta pierwsza część naszych pekińskich posiłków. O wiele smaczniejsza i zdecydowanie lepiej wyglądająca, niż część druga, która już niebawem.



Kochani, restauracja, która podbiła moje serce.
W której kelnerzy mieli bardzo oryginalne stroje.
W której dania wyglądały niesamowicie i tak też smakowały.
W której mogłabym siedzieć godzinami.
Do której na pewno wrócę, jeśli tylko będę jeszcze raz w Pekinie.
I, w której pani kelnerka wiedziała, co to wegetarianizm! (po raz pierwszy w Chinach...)
Spójrzcie tylko, jakie pyszności nam tam zaserwowali.
I wybaczcie z góry, że narobiłam Wam smaka :)










28 maja 2011

Szkraby


Komu z nas nie podobają się chińskie dzieciaki? Ja nie znam nikogo takiego. I sama uważam, że są przeurocze!

Powiem Wam, że tak samo Chińczycy myślą o naszych dzieciach. Jeśli podróżujesz z dzieckiem po Chinach, wyprawa ta nie będzie należała do najłatwiejszych - prawdopodobnie każdy będzie chciał dotknąć Twoją pociechę i zrobić sobie z nią zdjęcie :)

Kochani, przedstawiam Wam najmłodsze pokolenie Chin.










LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...